5 listopada 2021

czego spróbowałam na Zjeździe Twórczo Zakręconych w Ustroniu

Tak, dobrze napisałam. Ja się uczyłam! Tym razem zbieżność w czasie przeprowadzki i innych zobowiązań skutecznie pokrzyżowała mi plany przygotowania warsztatów koralikowych. A wiecie jak to ja, nie umiem na pół gwizdka. Dlatego podjęłam decyzję, że jadę na Zjazd ale będę się uczyć!

Najbardziej dumna jestem z małego groszka/fasolki.

Uszyłam go pod okiem Doroty Chmielewskiej, utalentowanej hafciarki. To było bardzo odprężające:) Groszek wisi już w kuchni, oprawiony w kwadratową ramke. Rzut oka na detale:


Haft płaski od lat jest pasją mojej rodzicielki. Kto wie, może i ja wsiąknę? Jak na razie kupiłam zestaw muliny w 200 kolorach i podziwiam je jak skarby:)

Drugie zajęcia jakie wybrałam to była scrapbookingowa latarenka. Tutaj zupełnie nie spodziewałam się rozmiaru ozdabianego obiektu! Na warsztatach z Katarzyną Kędzierską jak za rękę byliśmy prowadzeni od złożenia modelu, przez zabawę kolorem i pastami metalicznymi, przygotowanie zmrożonych szybek po dopasowanie ozdób. To były wyczerpujące godziny tworzenia, ale warto było! Jako, że jestem ostrożna w ozdobach - bombki, szyszki, anyżek (koty niestety lubią rafię... jeść), to tylko troszkę urozmaiciłam górę zielonej latarenki. 

Tak wygląda góra - a latarenka jest otwierana, można w niej rozpalić diodowe światełko! 


Ciesze się że Kasia i Monika odważyły się w tym szalonym czasie pandemii zorganizować warsztaty, Jasne, że uczestników było mniej, ale i tak były to niesamowite dni! I nawet udało mi się zobaczyć Wisłę - pogoda była przednia, chłodno ale słonecznie. Nie obyło się bez macania cudeniek w Image Arte czy wieczornych warsztatów z technik wszelkich:) Zobaczcie ile nas było:

I mam też pamiątkowy magnes - do kolekcji!


Do zobaczenia za rok! Lub wcześniej:)

27 października 2021

fascynatorek na imprezę w stylu lat 20 XX

To pierwsza praca z koralikami na nowym lokum, przy nowym biureczku:) Pierwszy raz też haftowałam koralikami na podkładzie i to przy pomocy tamborka! Ale przecież musiałam wyróżnić się z tłumu! Tu w obiektywie fotografki:


Temat lata 20 XX jako motyw przewodni firmowej imprezy integracyjnej przypadł mi do gustu, chociaż nie miałam w szafie niemal nic co by odpowiednio pasowało. To mnie nie zraziło, lubię takie wyzwania. Najpierw upolowałam za 15 zł w lumpie sukienkę pełną złotych cekinów, przyszytych w geometryczny wzór. Z odsłoniętymi plecami! Doszyłam do niej długie taneczne frędzle. Do tego Ania Zalewska Klejnotki pożyczyła mi - z czeluści swojej niesamowitej szafy - haftowaną koralikami portmonetkę, a szminkę i tusz do rzęs - sąsiadka z góry:) Buty - skórzane sandałki retro to też łup z lumpa za 16 zł. W Wałbrzychu są naprawdę niezłe secondhandy! Na zdjęciu w czasie domowych przymiarek:

 (PS. tak, dywanik też jest z lumpa)

Do tego przebrania potrzebowałam albo biżuterii albo czegoś na głowę. Zdecydowałam się na to drugie, chociaż widziałam gotowce za 10-15 zł. Mój miał być niepowtarzalny:) Obszyłam koralikami jet i pfg starlight rivoli w kolorze złota, dodałam kryształki, honeycomb jewel  i obszytą kroplę. Do tego kogucie czarne piórka, a całość trzyma się głowy na taśmie ozdobnej z odrobiną elastycznej gumki. 



Dla mnie bomba:) Dużo serca włożyłam w to przebranie, czułam się w nim super, buty najwygodniejsze pod słońcem. Co tu pisać - wybawiłam się świetnie w doskonałym gronie!

17 października 2021

co przywiozłam z Woziwody i jak spędziłam dni na Zjeżdzie Artystów

Spotkał mnie zaszczyt uczestnictwa w Zjeździe Artystów organizowanym przez rodzinę Gryndów, a zwłaszcza przez Kasię znaną jako właścicielkę wyjątkowego sklepu SkarbyNatury.pl. To były niesamowite dni pełne rękodzielniczego gwaru i zrozumienia dla każdej pasji! Zobaczcie ile nas było:

Dzięki Mani z Pracowni za Miastem zmierzyłam się z niesamowicie odprężającym zadaniem utkania gobelinu. Gobelinku właściwie, jest nieduży, ale ile satysfakcji! Jest super do miziania, różne ściegi dały rozmaite faktury. Wtedy, tego konkretnego dnia, było mi to medytacyjne zajęcie bardzo potrzebne! Na zdjęciu znalazł się też piękny identyfikator ze Zjazdu :)


Niesamowitą frajdę miałam też z poszukiwania skrytych przez Karolinę G skarbów. Droczyła się z uczestniczkami pozostawiając w mniej lub bardziej oczywistych miejscach listy. W moim było napisane "Jeśli gwiazdkę z nieba chcesz dostaniesz...(...)" to mam! Dumna jak paw, dorobiłam nośnik z zasupełkowanego sznura kryształków i noszę:)

Dni upływały nam błogo: na podziwianiu prac i technik, na turbomerytorycznych wykładach (min. o kamieniach, o pintereście czy o prowadzeniu biznesu handmade), na jedzeniu dobrego - dla mnie mistrzostwem była pizza od zera, wypalana w profesjonalnym piecu przygotowana przez Kasię. Nie brakowało spacerów w leśnej głuszy oraz porannej jogi:) 

To ogromna radość znaleźć się w gronie osób nadających na tych samych falach:) 

Kasia zrobiła nam niespodziankę - gwiazdkę we wrześniu - zasypując nas prezentami. Od Paper Heaven dostaliśmy świąteczne bloczki doskonałe do zdjęć. Od Agnieszki Nami - maleńkie frywolitkowe kwiatki idealne do ozdoby banalnych kolczyków sztyftów. Zaszczytem było dla mnie samodzielne spróbowanie sił z tych cudownych metalizujących nitek, zrobiłam dwa czarne kwiatuszki! A z prezentów - KruKam podarował nam cudowne pasty orzechowe, mi trafiła się kokosowa! Słoik już dawno pusty:)

Nie zabrakło w prezentach naturalnych kosmetyków - od Sylveco, Vianka i Ministerstwa Dobrego Mydła. A z serca kuchni i szklarni Kasi - przetwory. Jeszcze nie odważyłam się ich spróbować, będą jak znalazł na zimę:) Od nas rodzina Gryndów również otrzymała tradycyjnie słoiki. Moje napełnione były syropem z kwiatów bzu oraz kaparami z nasturcji - wszystko z "plonów" działki.
 

Na pamiątkę Zjazdu Artystów kupiłam wykonane w kooperacji Ani Zalewskiej i Agnieszki Nami unikatowe czółenko do frywoliki z alpaki. Ma okazjonalny wzór, nawiązujący do kaszubskich ozdób (toż Tuchola prawie Kaszuby). To czółenko jest niesamowite, mimo ze metalowe to ciepłe. Koniecznie zobaczcie inne czółenka u Agnieszki - w kwiaty czy mandale

 



Naładowałam baterie, nacieszyłam oczy - tego było mi trzeba! Na Zjazd nie zabrałam żadnych koralików, za to szydełko i włóczka oraz czółenko i nitka towarzyszyły mi codziennie. O efektach szydełkowania jeszcze będzie, to mój mały koci sekret:)


15 października 2021

dlaczego zamilkłam i dokąd to zmierza

Moi mili, ostatni rok był dla mnie niesamowicie szalony:) Zmiana miejsca zamieszkania z rodzinnej Wielkopolski na Dolny Śląsk, a i tu niedawna przeprowadzka na całkiem swoje już lokum. Mieszkanko, w którym w końcu mogę wiercić w ścianach i wyspać się na porządnym materacu. Tu nareszcie wyżywam się też zasiedlając półki nie tylko koralikami i książkami, ale też roślinkami! Tymi kotobezpiecznymi:) Od lewej część kolekcji - niedotykalska begonia koralowa, fitonia, pachira i peperomia.


Mam kuszące wędrówkami widoki z okna, góry niemal na wyciągniecie ręki, Chełmiec widzę codziennie z rożnych perspektyw - to pozwoliło mi na wspaniały kontakt z przyrodą. Poznaję tajemniczą okolicę dzięki grze miejskiej w aplikacji Aglotroter. Jeszcze tylko 4 szczyty na odznakę Korony Gór Wałbrzyskich!


Kąpiel w zieleni zaliczałam również na położonej nieopodal działce ROD, gdzie zaskoczyłam samą siebie zapałałem do posiadania własnych warzywek, owoców i grzybów:) Pomidory mi nie wyszły, ale boczniaków, rzodkiewek, ziemniaków, porzeczki, fasolki, malin, jabłek, borówek, grzybków mun, nasturcji, pigwy i aronii było pod dostatkiem. Zrobiłam przetwory na zimne dni - pierwszy raz na taką skalę, szafki się nie domykają. Książek kucharskich przybywa.


Spełniłam marzenie o przygarnięciu trzeciego futrzaka - w zupełnie nieprzewidzianym momencie, bez przygotowania, miał być starszy kotek na kolanka a jest kociak - Zbój - którego imię doskonale opisuje. To taki kundelek maine coon, ma dopiero 5 m-cy a przerósł już starsze kocie rodzeństwo.


Dorosła praca również przyniosła mi w Wałbrzychu wiele wyzwań, miała to być ucieczka przed tłumami poznańskich klientów, a tu na horyzoncie widzę powtórkę! 

Ten szalony czas odciągnął mnie od rękodzieła. Zamknęłam etap twórczości kryształowych kompletów na wyjątkowe okazje. Pojechałam na Zjazd Twórczozakręconych jako uczestnik, a nie jako prowadząca warsztaty. Tego odpoczynku po latach koralikowego upojenia było mi trzeba:) Teraz układam przydasie w biurku-sekretarzyku (ileż to wygodniej wszystko ukryć przed wszędobylskimi ogonkami), szukam mebli na olx i allegro - choć okazje trafiają się i na śmietniku! Poniżej upolowane kultowe krzesło Aga i Zbójek (w tle sekretarzyk vel pianino i całkiem niezagospodarowane jeszcze półki). Krzesło odnowimy!

 

Jeszcze chwilkę i będzie przepięknie, i przytulnie, i po mojemu:) Zapraszam w odwiedziny, jesień w górach jest zupełnie inna. Niebawem napiszę i o Warsztatach w Ustroniu i o Zjeździe Artystów w Woziwodzie. Wracam do blogowania, chociaż troszkę to przeżytek, spotkajmy się więc też na Instagramie:)

 

2 czerwca 2021

zakręcone muszle - wersja biała

Moja przyszła sąsiadka z góry zamarzyła o zakręconej muszli w kolorze białym. Zabrałam to wyzwanie na spotkanie pod stolicą w niewielkim a zacnym, craftowym gronie:) Tęskno do spotkań i gwaru z przeszłości. Liczę że to już niebawem powróci! 


Duża spiralna muszla jest prawie z całego motka 450g, mini amonit z reszty. Wzory znajdziecie w poprzednim poście. 

 


Ponoć muszelki mają tworzyć boho kompozycję z miską truskawek na balkonie, nie mogę się doczekać żeby to zobaczyć na żywo, tymczasem wykorzystałam wyposażoną już w marynistyczne motywy łazienkę Kasi, właścicielki BazaruDekoracji. 


Biała włoczka niewiele wybacza, wiec muszle przeszły pozytywnie test wirowania w pralce:) Ot taki przerywnik między koralikami, nieustannie zaskakującą mnie działką a planowaniem przeprowadzki o trzy ulice dalej:)

27 maja 2021

zakręcone muszle

Zupełnie odmiennie - nie będzie grama koralików:) Zaskoczyłam rodzicielkę (tak, to prezent na Dzień Matki) szydełkowymi muszlami w dwóch odcieniach pudrowego różu.

Zużyłam na nie niecałe dwa motki tekstylnej włoczki z TEDI, początkowo chciałam zrobić tylko jedną muszlę ze wzoru podesłanego przez mamę, ale jak już zostało mi troszkę włoczki...i wiecie jak jest, nie mogłam się oprzeć innym wzorom i skoczyłam po drugi motek. 

Chronologicznie pierwsza - lewa górna czyli spiral sea shell. Bazowałam na filmiku Sumi z kanału CrochetWithSumi. Żałuję, że nie jest większa - ale i tak to druga co do wielkości muszla w tym kwartecie. 

Prawa górna - amonit. Coś źle zrozumiałam w tym wzorze (też od Sumi) i wyszedł bardziej jak koszyk, co zmieniło przeznaczenie muszli i może właśnie być osłonką na kwiatka lub miseczką na szpargały np. klucze czy cukieraski.

Lewa dolna - spider sea shell, kolejny wzór od Sumi (ma na kanale mnóstwo muszelek). Super szybki, bardzo efektowny nawet bez wypustek:)

Prawa dolna - ślimaczek ze wzoru od PaulPaul (ang wersja na Raverly). Tutaj zaskoczyła mnie prostota wzoru, mianowicie szydełkuje się długaśny trójkąt, a potem go zszywa oczkami ścisłymi i... jest. Muszelka:) 

Wyzwaniem dla mnie było zrobić mięczakom odpowiednie zdjęcia, wymarzyłam sobie jakąś aranżację i odważyłam się wykorzystać mały loftowy regalik do ziszczenia koncepcji. Oto efekty:




Jak wam się podobają? Podobało mi się szydełkowanie, może to nie koniec tej przygody?

15 maja 2021

bork - czyli kolejna papużka falista

Do Tadeusza - niebieskiej papużki z lutego, dołączył Bork, żółto-zielona! Broszka z dziobkiem w druga stronę.


Wykorzystałam koraliki w kolorach: DB0721, TT42, DB2101, DB2283, DB2121, DB0733, TT47, DB2126, TT49, TT49f, DB1832, DB0391, DB2282, DB2365, TT48l, DB1588, DB0726, DB1137, DB1498. W sumie 19 rodzajów, z których zielenie i żółcie mixowałam na bieżąco aby otrzymać odpowiedni efekt.

Papużka powstała na moim kwietniowym, niedługim urlopie w Wielkopolsce, chociaż łatwo nie było - plany twórcze przerywały świetne dyskusje, gry w Wirusa czy doskonałe posiłki:)

Maj zapewne minie mi pod znakiem działeczki i sadzenia pomidorków wyhodowanych od ziarenka. Z resztą zobaczcie - jak pięknie papużka przysiadła na działeczkowym pigwowcu:) Tym zdjęciem zapraszam też na mojego Instagrama!

2 maja 2021

seria nieseria - kolczyki wymiankowe

Z Marleną mam ciągłą współprace - ja zszywam koraliki ona dzierga:) Doskonały beret, niesamowite skarpety - dla mnie układ idealny! Trochę puściłam wodze fantazji w przeszukiwaniu zasobów koralikowych, bazując na swoich lub gotowych wzorach. Ostatnio dostałam zapotrzebowanie na:

Czerwone maczki:

 


Znacie je już sprzed lat (o TU i TU). Użyłam koralików MD0791, MD0723 i MD0010 oraz 11/0 i 15/0 opaque jet.

 

Coś z turkusowym: 



Wykorzystałam lekko modyfikując wzór uwielbianej przeze mnie Neli Kabelovej "Agatha". Połączyłam 15/0 i 11/0 nickel z kryształkami FP 4mm silver i hematite, turkusowe gemduo metalust turquoise i (zupełna nowość, nieobecna jeszcze w Polsce) moby duo hematite. We wzorze Neli, mobyduo zastapiły miniduo.


Kobaltowe:

 

Tutaj też "pierwsze skrzypce" grają koraliki gemduo z serii metalust crown blue. Użyłam je w zestawieniu ze srebrnymi ginko beads, FP 4mm silver, 11/0 nickel oraz MD0693. A skąd wzór? Z bloga pasart.pl autorstwa Mytha Jewelry .

 

Czarne dyndające:

 


Leciutkie, z wahadełkami. Kryształek Swarovskiego 8mm jet zaplotłam w koraliki bugle 3mm nickel i 15/0 nickel oraz FP 3mm. Wzór znalazłam u Sjamgal_beads na YouTube. Szybki i bardzo przyjemny wzór.

A od siebie zrobiłam jeszcze z zielonym mlecznym oczkiem, bo już kiedyś słyszałam że takie kryształki się Marlenie podobają. 

 


Tutaj użyłam oprócz kryształków koralików 11/0 i 15/0 starlight a główną rolę grają koraliki Amos green turquoise bronze z Bazaru Dekoracji:)


To które są Twoim naj?