Nadspodziewanie twórczy wieczór za mną. Z wizytą wpadła Karolina, zachwyciła mnie maleńkimi swarkami, kamieniem księzycowym i cudnymi kropelkami labladorytu. Wszystko takie malutkie, cudne i... jak to oprawic? Labladoryt? W srebrną nitkę-frywolitkę. Słowo się rzekło, stało się kolczykami. Jeszcze gorące i nie do końca usztywnione, nie do konca tez identyczne. Bazowałam na wzorze tych. Piekna labladoryzacja i drobna przeplatanka. Tylu ochów i achów dawno nie słyszałam:)

Niedalej jak wczoraj naszło mnie wreszcie wena, jak wykorzystac niesamowite opalizujące dwubrzuszki - koraliki, których spora paczuszkę sprezentowała mi przesżło miesiąc temu wspomniana wyżej. Koraliki te, dzięki swemu oryginalnemu kształtowi nie pasują mi do bardziej złozonych prac, ale nanizane na drucik - rewelacyjny efekt oszronienia! Plus śniezynka:)

Uchylając rąbka tajemnicy powiem ze dziubię coś... zielonego na szydełku:)


)

5 komentarze:
labradorytki frywolne są najcudowniejsze, najpiękniejsze i przede wszystkim moje :D jeszcze raz prześlicznie dziękuję dobra Kobieto ;* i za kolczyki i za spotkanie :)
Piękne. Pozdrawiam:)
Aaaaaaaaaaaaaach.. I labradoryt w srebrnej koronce i te dwubrzuszki, których szukam i jakoś nie znajduję - wszystko - cuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuudne! :)
Przesliczne kolczyki i wogole wszystko!
Pozdrawiam serdecznie i zycze super tworczego i szczesliwego Nowego Roku!
sliczne....choć zima już za nami, ale za rok będzie jak znalazł :-)
Prześlij komentarz
Na pytania z komentarzy odpisuję mejlowo - a za każde pozostawione słowo - dziękuje!